Druga twarz influencii

Wróciłam. W JEDNYM KAWAŁKU. ABSOLUTNIE ZDROWA. Miałam napisać chronologicznie, od początku do końca, od kilku godzinnej wizyty w Amsterdamie do powrotu z Mexico City. Ale zatrważające wiadomości jakie spłynęły na mnie w Polsce w związku z epidemią/pandemią świńskiej grypy, a szczególnie uwielbiane przez nasze media szerzenie strachu i głupoty zmusiły mnie do meksykańskich wynurzeń od tzw. dupy strony. Po pierwsze: media podają, że zachorowania były w Meksyku, tymczasem GRYPA ŚWIŃSKA BYŁA W MEXICO CITY, a nie w całym Meksyku, a to wielka różnica. O INFLUENCII dowiedzieliśmy się w przeddzień wylotu do Polski, gdy byliśmy w Puebli. Okazało się, że z odwiedzenia przed odlotem Matki Boskiej z Guadalupe będą nici, ponieważ w Mexico City zamknięte zostały wszystkie kościoły, muzea, teatry itp. miejsca użyteczności publicznej. I że trzeba się zaopatrzyć w maski. Zdobyliśmy w końcu w którejś z kolei aptece, maski w ilości hurtowej (jako że było nas 5 osób plus Lucas w brzuchu Eileen 🙂 Po czym Michał z Eileen wyjechali z Puebli do Mexico City z samego rana na lot do NY, my po popołudniu na lot do Amsterdamu. I żadne z nas nie miało żadnego problemu z dotarciem na lotnisko. Żadnego zatrzymywania po drodze przez wojsko/policję, które w Meksyku zatrzymuje kontrolnie samochody w celu rutynowego sprawdzenia obecności w wozie narkotyków. Na lotnisku w Mexico City będącym najbardziej niebezpiecznym terenem rozprzestrzeniania się świńskiej grypy też zero jakiejkolwiek kontroli poza formularzem z zapytaniami o obecność objawów grypy. Wystarczyło zaznaczyć wszędzie „no” i już można było lecieć w ŚWIAT Z INFLUENCJĄ 🙂 Na wszelki wypadek powstrzymywaliśmy się od kasłania i innych zachowań świadczących niewątpliwie o posiadaniu przez nas śmiertelnej zarazy, w samolocie jednak zachłysnęłam się wodą i wydałam z siebie kilka konkretnych odgłosów, które strach wzbudziły jedynie w Alberciku 🙂 Tym bardziej otworzyliśmy oczy ze zdumienia, po włączeniu w naszym pięknym kraju telewizora, bo dotarło do nas że nieświadomi niczego byliśmy w samym oku cyklonu. Na tvn 24 oczywiście zdjęcia ludzi w maskach, przeplatane z jakimiś kontrolami temperatur ciała na lotnisku. Tymczasem maski nosiła może 1/3 ludności w Mexico City, w Puebli jeszcze mniej. My też założyliśmy niebieskie maseczki, co by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.img_5092
O debilności wyłapywania podwyższonej temperatury ciała wśród tłumu nie chce mi się nawet pisać, ale na to mogli wpaść jedynie amerykanie. Telewizja pokazała też oczywiście statystyki, które mówiły o zatrważającej liczbie zachorowań i zgonów, w Meksyku ponad 100. Nie znam statystyk, które mówią ile osób i na jakie choroby ginie codziennie w Meksyku, ale:
Meksyk ma ponad 100 mln mieszkańców, z których zdecydowana większość żyje w miastach, a samo Mexico City jest uważane za jedną z największych, o ile nie największą, aglomerację świata w której żyje mniej więcej tyle osób co w Polsce. Dlatego też 150 osób zmarłych na jedną chorobę w przeciągu kilku dni jest ZUPEŁNIE NATURALNE. (Podobnie jak naturalne jest, że na owsiakowym Przystanku Woodstock, które liczyło sobie 200 tys.osób będą pijani małolaci, kradzieże i kilka osób na komisariacie.) Jeszcze bardziej staje się naturalne gdy uświadomimy sobie, że większość meksykanów, w tym i Mexico City, żyje w biedzie. I higiena jest dla tych ludzi akurat najmniej zajmującym problemem. Jeżeli gdzieś ma się rozwinąć jakaś choroba to Mexico City jest idealnym do tego miejscem. Przeciętny amerykanin/europejczyk gdy łapie go grypa, idzie do lekarza. Meksykanin z różnych powodów leczy się sam albo wogóle. W związku z tym psychoza strachu przed zarażeniem się świńską grypą, zachorowaniem i w efekcie zgonem przeciętnego europejczyka, jest efektem medialnego kłamstwa jaki pleni się w naszych mediach, bezkarnie obwieszczających przypadki zachorowań w Europie jako sprawdzone FAKTY. Które to ‚fakty” oczywiście okazały się jedną wielką bzdurą.
A najlepszym przykładem pokazującym jak świńska grypa wyglądała w Meksyku, a jak na świecie jest to, że podczas gdy w Rosji wprowadzono zakaz importu meksykańskiego mięsa, JA ZAJADAŁAM SIĘ NA LOTNISKU W MEXICO CITY PYSZNYM CEMITAS AL PASTOR czyli regionalnym poblano (czyli z Puebli) sandwiczem z przyprawioną na ostro wieprzowinką. Ale o semickich kanapkach z pastora i araba będzie wkrótce 🙂

Reklamy
Published in: on 28/04/2009 at 14:07  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://banetka.wordpress.com/2009/04/28/druga-twarz-influencii/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: